Twoje punkty R
Zamknij [X]
Przykładowa wiadomość ...

Wasserman zdradza co chce zmienić w Krakowie i dlaczego ogląda Netflix

Adam Sosnowski
AKTUALIZOWANY 20:33 19 października 2018
20:16 19 października 2018
W miesięczniku Wpis ukazała się rozmowa Adama Sosnowskiego z kandydatką na prezydenta Krakowa Małgorzatą Wassermann. Poniżej publikujemy obszerny fragmenty wywiadu, w którym Małgorzata Wassermann wyjaśnia, dlaczego weszła do polityki, w jaki sposób musi walczyć z nienawistnymi plotkami, jakie ma pomysły na Kraków oraz czemu korzysta z Netflixa!

Adam Sosnowski: Jeszcze cztery lata temu byłaś poza polityką – przynajmniej tą czynną – i zajmowałaś się głównie działalnością prawniczą. Dzisiaj zaś Twój wizerunek rysuje się diametralnie inaczej – szturmem weszłaś do Sejmu, uzyskując jeden z najlepszych wyników w kraju, potem zostałaś szefową komisji ds. Amber Gold, a teraz kandydujesz na urząd prezydenta Krakowa. Skąd ta decyzja? Dlaczego chciałaś wejść w dziedzinę życia, którą powszechnie uważa się za trudną, brudną i nieuczciwą, czyli w politykę?

Posłanka Małgorzata Wassermann: Masz rację, że polityka tak jest postrzegana i to nie jest łatwy kawałek chleba. Moja decyzja wyrosła z potrzeby i wewnętrznej niezgody na otaczającą nas rzeczywistość. Doszłam do przekonania, że może się przydam, że spróbuję włączyć się czynnie w proces zmian. Postanowiłam, że zmienię również całe swoje życie. Łatwo jest bowiem narzekać, ale na tym nie wolno kończyć – trzeba dać z siebie coś więcej. Jak wiele milionów moich rodaków nie zgadzałam się ze sposobem rządzenia naszym krajem, a dostałam akurat propozycję, by aktywnie włączyć się w walkę o podmiotowość Polski. Czy miałam na tyle kompetencji i doświadczenia, aby móc to zrobić? Wyborcy uznali, że tak. Weszłam w świat trudny, bo masz rację – to nie jest środowisko ani miłe, ani proste, a praca w nim nie jest pasmem przyjemności. Ale w końcu to była i jest moja Polska, a ważne jest, aby każdy dał dla niej kawałek siebie. Nikt nie twierdził, że będzie łatwo.

Cały czas mówisz jednak o sytuacji z roku 2015, kiedy z mandatem posła weszłaś do Sejmu. Dlaczego teraz podjęłaś decyzję, aby zmienić front z krajowego na samorządowy?

Wbrew różnym doniesieniom i pogłoskom rozmowy na ten temat toczyły się już od dawna. Kraków jest najbliższy mojemu sercu, Warszawa jest moim miejscem pracy, bardzo ważnym miejscem, ale Kraków jest miejscem, które kocham. Tu mieszkają moja rodzina i moi przyjaciele. A w mieście, niestety, nie za dobrze się dzieje. Krakowianie tkwią w największych w Polsce korkach, nieustające remonty prowadzone są chaotycznie, nawet dwóch głównych ulic tuż obok siebie. Gdy samochodem dojadę już do miejsca docelowego, nie mam gdzie zostawić auta – bo są barierki albo nie ma żadnych miejsc parkingowych. Jedno z dzieci w naszej rodzinie uczęszcza do szkoły podstawowej w centrum. Tam nawet na chwilkę nie można się zatrzymać, żeby ono mogło wysiąść i bezpiecznie dojść do szkoły, bo wszędzie zakazy – kto to planował, kto nadzoruje? W jednej rozmowie nie wymienimy wszystkich problemów, które jak sam wiesz, bo też tu mieszkasz, dotykają nas każdego dnia. A przecież wcale nie musi tak być. Ważnym bodźcem mojej decyzji był zatem tzw. czynnik ludzki. Choć, nie ukrywam, długo się nad tym zastanawiałam, czy kandydować, ale decyzja zapadła mimo to znacznie wcześniej, niż została publicznie ogłoszona. Kraków jest niezwykłym miastem, nie da się go zrównać z żadnym innym na świecie, więc mam świadomość, że podejmuję wielkie wyzwanie.

Co konkretnie znaczy, że padła propozycja, byś została prezydentem miasta Krakowa? Kto podjął tę decyzję?

Nigdy nie ujawniam treści moich rozmów z szefostwem Prawa i Sprawiedliwości, jest jednak czymś oczywistym, że tego typu decyzje zapadają na samym szczycie.

Czyli to Ciebie poproszono, byś rozważyła możliwość kandydowania w wyborach samorządowych?

Nigdy nie wpraszałam się sama do polityki. Najpierw więc padła propozycja, potem rozważałam wszystkie za i przeciw, a następnie postawiłam swoje warunki, które muszą zostać spełnione, abym przyjęła tę propozycję.

Jakie to są warunki?

Podobnie było, kiedy kandydowałam do Sejmu. Zawsze domagam się całkowitej samodzielności i biorę na siebie stuprocentową odpowiedzialność za dany projekt. Decyzje należą tylko do mnie. Z akceptacją tego nie było żadnych problemów ani w przypadku Komisji ds. Amber Gold, ani teraz. Zwróć uwagę, że żaden koalicjant nie dostał ode mnie żadnej obietnicy w przypadku mego zwycięstwa.

Komisja ds. Amber Gold i samodzielność to według mnie dwa dobre hasła, szczególnie w przypadku Krakowa, gdzie kandydaci Prawa i Sprawiedliwości tradycyjnie mają ciężko. Choć miasto uchodzi za konserwatywne, jest to konserwatyzm, powiedziałbym, specyficzny. Andrzej Duda w 2010 r. w wyborach samorządowych nie przeszedł nawet do drugiej tury, choć 5 lat później został prezydentem kraju.

Zgadza się, ale nie zapominaj, że przez całe moje dotychczasowe życie jestem związana z tym miastem. Wiem o nim niemało. Wielu krakowian zna mnie od dawna, od kiedy pracowałam w biurze poselskim mojego ojca i prowadziłam własną kancelarię adwokacką. Ludzie wiedzą zatem, że nie mam natury pieniacza, ale każdy konflikt staram się rozwiązać drogą negocjacji. Jestem osobą koncyliacyjną, aczkolwiek są elementy mojego światopoglądu, których nigdy się nie wyrzeknę. Nie chcę paktować ze złem. Są sytuacje, w których konsensus jest niemożliwy; wówczas nie mam żadnych obaw, by podjąć konkretną, samodzielną decyzję i zmierzyć się potem z jej konsekwencjami. Wydaje mi się, że traktując mnie jak partnera, nie jest trudno dojść ze mną do porozumienia. Nie chcę autorytatywnie rozwiązywać sporów mówiąc chociażby, że tu musi być zakaz parkowania, a tu go nie będzie. Trzeba wysłuchać wszystkich stron. Np. na krakowskim Kazimierzu chodzi o interesy wielu grup – mieszkańców, przedsiębiorców, klientów, rowerzystów, pieszych, turystów i wreszcie samego miasta. Uważam, że w tym przypadku nie sprawdzi się ani całkowity zakaz parkowania, ani puszczenie sprawy samopas. Tam trwa impas i mam pomysł, jak go rozwiązać, ale chcę innych do niego przekonać, a nie narzucić im go. Na pewno nie możemy absolutnie zakazać parkowania, bo doprowadzi to do zamarcia biznesu w tych dzielnicach; ludzie pojadą wówczas do wielkich galerii handlowych, będących całkowicie własnością zagraniczną, a polski, krakowski przedsiębiorca tymczasem zbankrutuje.

Źródło: "Wpis"

Wczytuję ocenę...


Andrzej Duda zmienia Konstytucję -zakaz adopcji dzieci przez pary jednopłciowe
Wczytuję komentarze...
Najnowsze